Komentarz

Do Ewangelii

Medytacja nad Słowem

Wedle wymogów Prawa Mojżeszowego, niewiasta po porodzeniu syna pozostawała rytualnie nieczystą, czyli bez możliwości pojawienia się w świątyni, przez 40 dni. Dopiero potem miała obowiązek przynieść swego pierworodnego przed ołtarz i ofiarować Bogu na własność. Wszystko bowiem, co pierworodne spośród ludzi i zwierząt, należało do Pana.

Pierworodnego syna należało wykupić, ofiarując coś w zamian. Prawo stanowiło, iż jeśli rodzina jest uboga, wystarczy, gdy ofiaruje (jako wykup i oczyszczenie razem) parę synogarlic albo dwa młode gołębie. Dokładnie tak postąpiła Święta Rodzina, co pośrednio miało wskazywać – zgodnie z teologiczną preferencją Łukasza – na ich materialne ubóstwo.

Lecz ofiarowanie Jezusa w świątyni to nie tylko wypełnienie nakazu Prawa. To też wypełnienie nakazu serca: można rzec – przykazania miłości wobec dziecka. Maryja przecież dobrze wiedziała, że jako matka nawet najbardziej zatroskana o swojego syna, nie będzie w stanie zapewnić Mu pełnego bezpieczeństwa i właściwej opieki przez całe Jego życie. To może uczynić tylko Bóg, prawdziwy Ojciec.

Czy ja jako matka lub ojciec ofiarowuję (zawierzam) swoje dzieci Bogu z tą intencją?

W scenę ofiarowania Jezusa w świątyni wpisane są dwie postaci: starca Symeona i prorokini Anny. Symeon, kierowany Bożym natchnieniem, przyszedł do świątyni, by ujrzeć Mesjasza, bo Bóg obiecał mu, iż nie umrze, dopóki się z nim nie spotka. To on przepowiedział Maryi, że Jezus dla wielu będzie „znakiem sprzeciwu” i wskutek tego jej matczyne serce przebije miecz boleści – siedmiu boleści, jak to symbolicznie ujmują teksty biblijne.

W scenie widzimy też prorokinię Annę, która liczyła już 84 rok życia, z czego 7 lat żyła z mężem. Z tego wynika, że pozostałe 77 lat jej życia upłynęło w samotności, a właściwie – w szczególnej zażyłej łączności z Bogiem, któremu służyła w postach i modlitwach dniem i nocą, nie opuszczając niemal świątyni. Być może jest to ukryta pochwała życia w bezżenności dla Królestwa niebieskiego (77 lat), co wydawało się być nawet większą wartością niż piękno i pełnia życia w małżeństwie (symboliczne 7 lat).

Te dwie starsze osoby, Symeon i Anna, prawe i pobożne, wyczulone na Boże natchnienia i służące Bogu, mogą stać się dobrym pretekstem do postawienia sobie pytania: na ile ja – jako osoba starsza wiekiem – rozpoznaję w moim życiu przychodzącego do mnie Jezusa i na ile jestem Jego świadkiem wobec najbliższych?

ks. Wojciech Michniewicz
Blog autora: anaideia2.blogspot.com

Zamyślenia

„A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaretu”.

Bardzo urzeka mnie to, że Maryja z Józefem pielęgnują Prawo. Choć ustawodawca tego Prawa znajduje się w ich domu, to oni z pokorą czynią to, do czego są zobligowani. Nie osiadają na laurach. Przysłowiowa woda sodowa nie uderza im do głów. Skoro Bóg nakazał, by pójść z synem do świątyni, to nie ma co dyskutować. Nawet jeśli jest to Syn Boży.

Nieraz mam wrażenie, że w Kościele (bądź poza Nim) pojawiają się pseudoprorocy, którzy chcą rewolucji. Mówią: Wszystko, co do tej pory było, było niedobre. Mamy inne czasy i trzeba zmodyfikować Ewangelię. Wówczas rozcieńczają Słowo Boga i sprawiają, że przestaje mieć Ono moc. Dlaczego? Bo staje się wyłącznie ludzkim słowem. A to niestety, nie jest w stanie dać tego, co daje Bóg.

Spójrzmy na Świętą Rodzinę. Zachowuje się jak trzeba. Szanuje i respektuje tradycję swoich Ojców. Wysłuchuje proroctw Symeona i wiernie trwa przy Bogu, aż się wypełnią. Owszem, przyjdzie czas na zmiany, ale dokona tego sam Jezus. Gdy rozpocznie swoją publiczną działalność, będzie wyjaśniał na czym polega dojrzałe wypełnianie Prawa.

Dzisiaj wielu chciałoby zanegować wartość normalnej chrześcijańskiej rodziny. Przecież każdy ma prawo do miłości? Tymczasem uczeń Jezusa potrafi wyciągać ze skarbca Ewangelii to, co stare i nowe. Są prawdy niezmienne i choćby sam anioł z nieba przemawiał i mówił, że to, co ustanowił Bóg ulega zmianie, nie wolno nam w to uwierzyć. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Mężczyzna i Kobieta. Dwa światy, które stają się jednym, aby uczestniczyć w stwórczym dziele Boga. Wielka tajemnica. Wielkie wyzwanie. Wielkie błogosławieństwo. Nie zmieniajmy tego, co Bóg ustanowił i nazwał dobrym. Nie wchodźmy w rolę Boga. Naprawdę, to nie ma sensu, a prędzej czy później obróci się przeciwko nam samym.

Czego uczy nas św. Jan Chrzciciel podczas Adwentu? Przede wszystkim stałości w tym, co jest Boże. Mówiąc inaczej: Wolę być staroświecki z Kościołem, niż zbyt nowoczesnym bez Kościoła.

A ty co wybierasz?

ks. Kamil Dąbrowski

Kontakt

Nie jesteśmy teraz w pobliżu. Ale możesz wysłać do nas e-mail, a my skontaktujemy się z Tobą, jak najszybciej.

Not readable? Change text. captcha txt